E-państwo, e-prawo - Pogoń przepisów za technologią ?

Innowacyjność, interoperacyjność, nowoczesność

to aktualne synonimy sukcesu, zarówno w biznesie, jak i... administracji publicznej. Zaawansowane technologie mają usprawniać, obniżać koszty, napędzać rozwój gospodarczy i społeczny.
Jednocześnie chyba każdy, kto dążył do praktycznego wdrożenia rozwiązań na miarę XXI wieku w swojej działalności, zetknął się z barierami wynikającymi z obowiązujących przepisów czy praktyki organów publicznych.

Dlaczego?

Obserwując obszary, które najaktywniej poszukują przyszłościowych rozwiązań w swojej działalności, zauważymy, że sfera prywatna (przedsiębiorcy) daleko wyprzedza w swoich dążeniach administrację publiczną. To naturalne - administracja co do zasady nie jest tak efektywna jak podmioty działające na wolnym rynku, dla których znajdowanie się o krok przed konkurencją często oznacza „być albo nie być”. Jednak, co jest zrozumiałe, to biznes podlega regulacjom tworzonym lub stosowanym przez administrację publiczną.

Organy władzy publicznej co najmniej w teorii dostrzegają, że zarówno ich działania faktyczne, jak i tworzone ramy prawne powinny napędzać rozwój, a nie hamować go. Hasła takie jak nowoczesna gospodarka, e-administracja czy e-państwo od kilku lat widnieją na sztandarach kolejnych rządów. Już powstały i powstają następne tzw. dokumenty programowe, które nakreślają w sposób bardziej lub mniej konkretny kierunki, w jakich władza powinna wdrażać nowoczesną technologię we własnej działalności oraz jak będzie wspierać przedsiębiorców. W przeciągu kilku ostatnich lat powstało ich kilkanaście - na poziomie UE trzeba wskazać chociażby „Europejską Agendę Cyfrową” z 2010 r. i dokument „Wykorzystanie potencjału chmury obliczeniowej w Europie” z 2012 r. W Polsce pamiętamy o głośnym, przyjętym w 2012 r. dokumencie „Państwo 2.0 nowy start dla e-administracji”, a także o takich kamieniach milowych jak „Długookresowa Strategia Rozwoju Kraju Polska 2030. Trzecia fala nowoczesności (DSRK)” z 2013 r. czy przyjętym 8 stycznia 2014 r., po kilkudziesięciu miesiącach prac, „Narodowym Planie Szerokopasmowym”.

E-państwo e-prawo - Pogoń przepisów za technologią ?
E-państwo e-prawo - Pogoń przepisów za technologią ?

Oczywiście strategie oraz plany mają w sobie element politycznego marketingu – często zakładają scenariusze, które trudno będzie zrealizować.

Dobrymi przykładami są szumnie zapowiadane dowody osobiste nowej generacji, które miały zawierać w sobie m.in. kwalifikowane podpisy elektroniczne. Jak pokazują przykłady innych państw, chociażby Estonii, rozwiązania takie pozwalają nie tylko przyspieszyć rozwój społeczeństwa informacyjnego, ale także długoterminowo obniżyć koszty funkcjonowania państwa. Można szacować, o ile spadłyby koszty organizacji wyborów czy referendów, gdybyśmy zastąpili głosowanie na papierowych kartach głosowaniem przez domowe komputery. Albo jak bardzo uprościlibyśmy i przyspieszylibyśmy przepływ informacji w urzędach, zwiększając udział e-dokumentów w e-administracji. Obecnie, choć część pism posiada już przymiot „e-”, często zdarza się, że po wpływie dokument standardowo jest drukowany i wsadzany do segregatora.

Urzędnicy obawiają się nieznanych regulacji, potencjalnie niejasnych reguł odpowiedzialności za przechowywanie i przesyłanie danych, ogólnie innowacji. Chociaż rozważają szukania oszczędności w rozwiązaniach typu chmura obliczeniowa, nie potrafią ocenić, czy w danych okolicznościach na podstawie obowiązujących przepisów mogą z nich skorzystać i powierzyć często wrażliwe, delikatne dane podmiotom trzecim. Ten problem dotyczy zwłaszcza intensywnie informatyzowanej służby zdrowia – z jednej strony zostało wdrożonych dziesiątki systemów mających usprawnić pracę tych jednostek, przechowywanie i archiwizację danych, a z drugiej często nadal trudno przekonać dyrektora takiej jednostki, że przy spełnieniu określonych warunków korzystanie z rozwiązań typu chmura obliczeniowa może być bezpieczne.

Niestety, te wspomniane wyżej dokumenty programowe nie mają też bezpośredniego, realnego wpływu na wspieranie przedsiębiorców, dają natomiast nadzieję na motywację władzy do podejmowania faktycznych działań legislacyjnych. Na takie działania składają się przykładowo zachęty finansowe, takie jak możliwość uzyskania dofinansowania z UE z Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka czy możliwość skorzystania z wprowadzonej ulgi na nowe technologie w CIT. Jednak to, co niezmiennie potrafi spędzać przedsiębiorcom przysłowiowy sen z powiek, to ograniczenia i ryzyka prawne, które powstają na skutek nienadążania ustawodawcy za zmieniającymi się realiami technologicznymi. Takie ograniczenia przejmują często, niestety, rolę wektorów determinujących (hamujących) możliwy kierunek działania przedsiębiorców, starających się wdrożyć nowoczesne rozwiązania.

Wątpliwości najczęściej wzbudzają przepisy, które zostały uchwalone kilkanaście, a czasami kilkadziesiąt lat temu. Patrząc na daty uchwalenia ustaw, które mają kluczowe znaczenie w codziennej działalności, warto zadać sobie pytanie, na ile ich autorzy byli w stanie przewidzieć powstanie oraz rolę internetu, chmury obliczeniowej, urządzeń mobilnych (np. smartfony, tablety, smartwatche) czy szeroko pojętego społeczeństwa informacyjnego.

Kodeks cywilny – rok 1964. Prawo autorskie – rok 1994. Ustawa o ochronie danych osobowych – rok 1997. Ustawa o świadczeniu usług drogą elektroniczną – rok 2002. Oczywiście, wszystkie wskazane wyżej akty prawne były wielokrotnie nowelizowane, często w znacznym zakresie. Niemniej jednak, na wiele pytań wynikających z praktyki działalności internetu trudno jest obecnie odpowiedzieć jednoznacznie od strony prawnej, bo regulacje są niepełne albo wzajemnie się wykluczają. A przecież prowadzenie biznesu wymaga (i ma do tego prawo) jednoznacznych rekomendacji i poczucia bezpieczeństwa prawnego, zwłaszcza jeśli wiąże się z dokonywaniem znacznych inwestycji. Stąd czasami przedsiębiorcy, podobnie jak organy władzy publicznej, rezygnują z określonych działań w oczekiwaniu na bardziej sprzyjające ramy prawne.

W tym kontekście już od kilku lat procesowany jest projekt nowego unijnego rozporządzenia dotyczącego ochrony danych osobowych. Rozporządzenie potencjalnie zmieni wymogi co do zasad i formy wyrażania zgody na przetwarzanie danych osobowych, zawierania umów o powierzenie danych do przetwarzania, określi wymagania dot. interoperacyjności i zasad przenoszenia danych, stworzy procedury postępowania w przypadku wycieku danych etc. W trakcie prac zgłoszono tysiące poprawek w stosunku do pierwotnego projektu. Skala dokumentu i jego planowane skutki w skali całej Unii powodują, że optymistycznie patrząc, znajdzie on bezpośrednie zastosowanie w Polsce może dopiero za 2-4 lata. Czyli - dla przykładu - nastąpi to 6 lat (sic!) po przyjęciu dokumentu programowego identyfikującego cloud computing jako strategiczny sektor rozwoju europejskiej gospodarki, na którego rozwój będzie mieć wpływ między innymi likwidacja barier i ujednolicanie w ramach UE przepisów dotyczących ochrony danych osobowych.

W perspektywie kilku czy kilkunastu lat prawdopodobnie doczekamy się więc w Polsce prawdziwej pod każdym względem e-administracji, a także nowszych i ujednoliconych w skali Europy przepisów – tak dotyczących danych osobowych, chmur obliczeniowych, jak i handlu online czy ochrony konsumentów. Jednocześnie z pewnością pojawią się kolejne nowsze technologie i rozwiązania, którym uda się pokazać niedoskonałość wypracowanych regulacji. Dobrą wiadomością jest to, że nienadążanie prawa za realiami nie jest zjawiskiem nowym ani lokalnym i już wiemy, jak „z tym żyć”. Tradycyjnie, w oczekiwaniu na „grupę pościgową” przedsiębiorcom pozostanie dostosowanie istniejących modeli w sposób możliwie optymalny i bezpieczny do zmiennych warunków biznesowych.

Autorem jest Grzegorz Leśniewski, starszy konsultant Kancelarii Olesiński & Wspólnicy

DLP expert magazyn
DLP expert 1/2014

Tekst pochodzi z magazynu DLP expert 1/2014 (8)- który bezpłatnie można pobrać tutaj: https://www.dlp-expert.pl/magazine

Źródło: Redakcja