Czy Polska stanie się niedługo „drugą Szwecją” w kwestii jawności kontaktów administracji publicznej z przedsiębiorcami?

We wrześniu 2001 roku sejm RP uchwalił ustawę o dostępie do informacji publicznej. Przez pewien czas sprawa była szeroko komentowana w mediach i budziła względnie duże zainteresowanie. Okazało się jednak, że z nowych przepisów korzystali przede wszystkim dziennikarze, studenci piszący prace magisterskie, łowcy spisków i tylko w bardzo niewielkim stopniu przedsiębiorcy. Dlaczego pracownicy firm tak rzadko do tej pory korzystali z możliwości stwarzanych przez ustawę? Odpowiedź jest dość prozaiczna. Najzwyczajniej w świecie nie wiedzieli, że ustawa może być przez nich wykorzystywana jako bardzo skuteczne narzędzie do walki o klienta działającego w sferze administracji publicznej. Co warte podkreślenia – wszystkie podmioty administracji publicznej podlegają przepisom ustawy o dostępie do informacji publicznej - a więc szkoły, administracja rządowa i samorządowa, uczelnie, służby mundurowe. Nie ma tu żadnych wyjątków. Można powiedzieć, że wszędzie tam, gdzie jest znajdują się publiczne pieniądze, tam „podążają” za nimi przepisy ustawy o dostępie do informacji publicznej.

Do chwili obecnej zapadło już bardzo wiele głośnych orzeczeń wydanych przez sądy administracyjne oraz przez sam Sąd Najwyższy. W zdecydowanej większości sędziowie orzekali na korzyść zasady jawności. Co więcej, wątpliwości sędziów NSA, nie budzi już fakt, że o informację publiczną zawnioskować można także za pomocą poczty elektronicznej i to… anonimowo! Zatem drzwi do pełnej jawności i transparentności zostały częściowo otwarte. Czy zostaną całkowicie wyważone – zależy w dużym stopniu od determinacji obywateli i… przedsiębiorców.

Jak więc w praktyce przedsiębiorca sprzedający swoje produkty bądź usługi na rzecz administracji publicznej może wykorzystać obowiązujące przepisy? Wyobraźmy sobie następującą sytuację. Zajmuję się sprzedażą e-dziennika dla szkół, na terenie całej Polski. Wiem, że moja konkurencja nie dotarła jeszcze do części szkół, wiem również, że niektóre szkoły nie są zadowolone z produktu oferowanego przez konkurencje i szukają nowego dostawcy.

Brakuje mi jednak informacji o cenie konkurencyjnego programu. Cena jest za każdym razem inna w zależności od wybranych przez szkołę modułów. Czy mogę zapytać wprost dyrektora szkoły o kwotę i firmę, z jakiej usług korzysta w tym zakresie? I czy będzie to jedynie niezobowiązujące pytanie, czy też dyrektor będzie miał obowiązek udzielenia odpowiedzi? Odpowiedź jest jednoznaczna – możemy pytać i udzielenie odpowiedzi jest obowiązkiem dyrektora. Co więcej, pytanie mogę zadać anonimowo, za pośrednictwem poczty elektronicznej. Ale to nie wszystko. Mogę poprosić również o to, aby dyrektor przesłał umowę, którą podpisał z konkurentem.

Nie, proszę Państwa, nie pomyliłem naszego kraju ze Szwecją. Jeśli Państwo mi nie wierzą, proszę w centralnej bazie orzeczeń sądów administracyjnych sprawdzić orzeczenia o następujących sygnaturach: II SAB/Wa 57/09 (anonimowy wniosek) czy też IV SAB/Gl 36/11 (wniosek w formie e-mail). Oczywiście, nie wszyscy urzędnicy są świadomi zmieniającej się linii orzeczniczej. Nie wszyscy udostępnią informacje „od ręki”. Niektórzy nadal uważają, że e-mail nie może powodować żadnych konsekwencji prawnych dla urzędu. Niemniej jednak, jedno jest pewne – w przypadku odmowy, mamy prawo domagać się nakazania udostępnienia informacji przez sąd. I co więcej, taką sprawę na pewno wygramy.

Wszystko brzmi świetnie, jednak co w sytuacji, kiedy my podpisaliśmy umowę z urzędem, a to nasz konkurent chce ją sobie „bezczelnie” obejrzeć. Czy możemy się przed tym jakoś obronić? Co do zasady nie możemy. Zasada jawności i przejrzystości życia publicznego, aby miała sens, musi obowiązywać wszystkich tak samo. Co jednak w sytuacji, kiedy załącznikiem do umowy były informacje obrazujące sposób działania naszego systemu informatycznego oraz dokładną organizację samego wdrożenia? Przy czym, nad wypracowaniem optymalnego sposobu realizacji wdrożenia, pracowaliśmy prawie rok. Czy prawo dostępu do informacji publicznej działa w ten sposób, że jeśli wykonuje zlecenia na rzecz administracji publicznej, nie mam możliwości zachowania jakichkolwiek informacji w poufności?

Na szczęście nie. Art. 5 ustawy o dostępie do informacji publicznej wskazuje, iż „nie podlegają udostępnieniu informacje stanowiące tajemnicę przedsiębiorcy”. Tak więc wszystkie informacje, które są naszymi tajemnicami, nie podlegają zasadzie jawności. Co to jednak oznacza w języku prawniczym, że informacja stanowi tajemnicę przedsiębiorcy? Tutaj mała dygresja. Zarówno przedsiębiorcy, jak urzędnicy, często używają zwrotu „tajemnica handlowa”. Taki termin w języku prawniczym nie istnieje – odradzam więc posługiwanie się nim. Terminem prawniczym i w związku z powyższym, mającym znaczenie praktyczne – jest „tajemnica przedsiębiorcy”. O tajemnicy przedsiębiorstwa mówi art. 11 ust. 4 ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji. Według przepisu, tajemnicę przedsiębiorstwa stanowią: „nieujawnione do wiadomości publicznej, informacje techniczne, technologiczne, organizacyjne przedsiębiorstwa lub inne informacje posiadające wartość gospodarczą, co do których przedsiębiorca podjął niezbędne działania w celu zachowania ich poufności”.

Ci z Państwa, którzy przywiązują dużą wagę do szczegółów, zapewne zauważyli, że wcześniej pisałem o „tajemnicy przedsiębiorcy”, a ustawa o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji mówi o „tajemnicy przedsiębiorstwa”. Trudno wytłumaczyć przyczyny tej różnicy. Nie wiemy, czy to świadome działanie ustawodawcy, czy też zwykłe przeoczenie. Niemniej jednak w praktyce stosowania ustawy o dostępie do informacji publicznej oba terminy stosuje się najczęściej zamiennie.

Tajemnica przedsiębiorcy musi składać się z co najmniej dwóch komponentów. Pierwszym jest komponent subiektywny. Ja, producent systemu informatycznego, muszę wyraźnie dać do zrozumienia mojemu partnerowi biznesowemu, że informacje, które mu przekazałem, są dla mnie cenne. I że nie życzę sobie, aby były ujawniane komukolwiek innemu. W jaki sposób tego dokonać? To dość proste – wystarczy, że zastrzegę np. w umowie, że sposób wdrażania systemu przez moich pracowników stanowi tajemnicę przedsiębiorstwa. Nie jest tu istotna kwestia nomenklatury. Mogę nawet powołać się na niezbyt fortunny termin tajemnicy handlowej. Wystarczy wyraźna wola zachowania informacji w poufności.

Drugim komponentem tajemnicy przedsiębiorcy jest kryterium obiektywne. Informacja musi posiadać wartość gospodarczą oraz nie może być podana do wiadomości publicznej. W orzecznictwie przyjęło się, że jeśli samo wystawienie produktu (np. na wystawie sklepowej) wystarczy, aby konkurencja mogła skopiować zastosowane rozwiązania, to nie może być tutaj mowy o tajemnicy przedsiębiorstwa.

Zachęcam Państwa do korzystania z przepisów ustawy o dostępie do informacji publicznej. Dowiadując się o ceny i usługi oferowane przez konkurencję, nie tylko zyskujemy cenną biznesowo informację, ale też stajemy się kolejnym podmiotem działającym na rzecz jawności i transparentności życia publicznego. Pamiętajmy jednak o drugiej stronie medalu. Konkurencja również będzie mogła sprawdzić, jakie ceny zaoferowaliśmy naszym kontrahentom ze sfery administracji publicznej.

Autorem tekstu jest Przemysław Zegarek - Właściciel Lex Artist, firmy doradczej zajmującej się zagadnieniami związanymi z prawem do prywatności (ochrona danych osobowych) oraz jawności (dostęp do informacji publicznej).

LexArtist

DLP expert magazyn
DLP expert 1/2013

Tekst pochodzi z magazynu DLP expert 1/2013 (4)- który bezpłatnie można pobrać ze strony: https://www.dlp-expert.pl/magazine

Źródło: Redakcja