Anonimowość w sieci to przeżytek?

Do największych marzeń części internautów należy pozostanie anonimowymi w sieci. Nie jest to trudne, przynajmniej jeśli chodzi o ukrycie podstawowych informacji na swój temat. Jednak pozostanie anonimowym to bardzo indywidualna sprawa i w dużej mierze zależy od osobowości internauty. Jeśli ktoś lubi, by było o nim głośno, to w dzisiejszych czasach ma duże szanse na pokazanie swojego życia innym za pośrednictwem portali społecznościowych, serwisów pozwalających na udostępnianie zdjęć online czy mikroblogów. Należy przy tym jednak pamiętać, że każda taka aktywność zostaje w internecie na długo, a przez nieuwagę i brak świadomości można łatwo popsuć swój wizerunek.

Zapomniany internetowy ślad

Wielu pracodawców decyduje się na przeszukanie internetu w poszukiwaniu informacji na temat kandydatów ubiegających się o dane stanowisko. Trzeba przyznać, że mają oni ułatwione zadanie, ponieważ potencjalni pracownicy wraz z CV dostarczają im wszystkich potrzebnych informacji - imię, nazwisko, adres e-mail czy numer telefonu, a także przebieg wykształcenia i doświadczenie zawodowe. Jest to pokaźna ilość informacji, które mogą ułatwić odnaleźć danego kandydata w sieci.

Powodem, dla którego pracodawca może zrezygnować z naszego zatrudnienia, niekoniecznie musi być kontrowersyjne zdjęcie umieszczone w serwisie społecznościowym. Często z potencjalną pracą można się pożegnać poprzez wpisy na forum szkalujące swojego byłego pracodawcę, pokazujące brak kultury czy szacunku dla innych ludzi, a także wypowiedzi sugerujące możliwe problemy psychiczne kandydata np. w postaci wyrażania myśli samobójczych. Część z nich mogła zostać opublikowana w trudnym dla danej osoby okresie, należy jednak rozważyć, czy warto wysyłać aplikacje o pracę korzystając z tego samego adresu e-mail.

Może kilka przykładów z życia.

Na przykład pracownik Banku Spółdzielczego stracił pracę, gdyż umieścił swoje zdjęcie podczas pracy na portalu Naszej klasie (http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Wylecial-z-pracy-za-zdjecie-na-Naszej-klasie,wid,10463088,wiadomosc.html) Nie pomogły tutaj sądy - czy też interwencja związków zawodowych. Kolejnym przykładem jest dziewczyna - konkretnie nauczycielka, która miała umieszczone na facebook-owym zdjęciu swoje plecy - nagie plecy. Pani dyrektor uznała to za wystarczający powód do zwolnienia jej z pracy. Przypadek ten był nagłośniony przez media na po-czątku tegorocznych wakacji (http://www.tvp.pl/styl-zycia/magazyny-sniadaniowe/pytanie-na-sniadanie/wideo/wyleciala-z-pracy-za-zdjecia-na-facebooku/6055502) Wreszcie jak czytamy w dzisiejszym (tj. z 6 września) Komputerświecie pracodawcy wprowadzają własne regulaminy, które pracownik musi podpisać, a z których wynika, że nie może on publikować określonych zdjęć w sieci. (www.komputerswiat.pl/nowosci/internet/2012/36/jestes-na-facebooku-moga-zwolnic-cie-z-pracy!.aspx) Wypowiada tam się także prawnik:

" Taka instrukcja dotycząca tego, na co pracownik powinien zwracać uwagę, prowadząc bloga czy konto na Facebooku lub Twitterze, może stanowić np. załącznik do regulaminu pracy. (...) Zwolnio-ny na tej podstawie pracownik może iść do sądu pracy. To sąd będzie oceniać, czy firma, decydując się na taki krok, nie naruszyła prawa "

Pracodawcy zwalniają pracowników za zdjęcia czy komentarze, które im się nie podobają. Ale czy jest to zgodne z prawem często decyduje dopiero sąd.

Przeczytaj Co Twój szef może zobaczyć na Facebooku?

Znajdź mnie

Należy także zwrócić uwagę na to, że pracodawcy nie są jedyną grupą wyszukującą informacji na temat innych ludzi - interesują się tym także cyberprzestępcy. Wykonanie takiego researchu może w znaczny sposób ułatwić przeprowadzenie ataku ukierunkowanego przez osobę wykorzystującą socjotechnikę. Metody, jakimi w tym wypadku posługują się cyberprzestępcy, nie są specjalnie wyrafinowane i wymagają jedynie pomysłu.

Pierwszym i najłatwiejszym sposobem jest użycie wyszukiwarek internetowych. Można spróbować wprowadzić do nich imię i nazwisko danej osoby i żmudnie sprawdzać każdy link po kolei. Najczęściej doprowadzi nas to do portali społecznościowych takich jak Facebook, Myspace czy NK, a w przypadku większej ambicji osoby lustrującej - np. do portalu GoldenLine lub Linkedln. W przypadku źle zabezpieczonych lub publicznie dostępnych profili na takich portalach, można dowiedzieć się, jak wygląda dana osoba, jak przebiegał jej proces nauczania, gdzie aktualnie pracuje, jakie jest jej hobby oraz w jakim gronie osób się obraca, chociaż z pewnością można tam znaleźć wiele więcej ciekawszych informacji.

Jeżeli interesują nas inne fakty na temat danej osoby, można spróbować wyszukać je po wprowadzeniu do wyszukiwarki jej adresu e-mail lub numeru telefonu. Mogą one doprowadzić nas do forów, w których dane te zostały użyte do rejestracji, a także do ogłoszeń czy komentarzy, które zostały przez daną osobę gdzieś pozostawione. Lepiej, by odnalezione w ten sposób odnośniki nie prowadziły np. przyszłego pracodawcy do erotycznych ogłoszeń lub obscenicznych wypowiedzi. Na podstawie przytoczonych przykładów można dojść do wniosku, że jeśli nie ma się dobrego wizerunku w sieci, to lepiej nie mieć go tam wcale.

Kolejne interesujące dane można uzyskać, wyszukując po numerze komunikatora lub pseudonimie, jakim posługuje się dana osoba. Oczywiście nikt nie ma podanych tych informacji na tacy. Jednak jeśli ktoś umieścił je na swoim profilu portalu społecznościowego, a któryś ze znajomych w komentarzach do tego profilu zwracał się do jego właściciela używając pseudonimu, to informacje takie można łatwo ze sobą powiązać. W przypadku numerów Gadu-Gadu bardzo dobrym pomysłem jest skorzystanie z wyszukiwania danych o użytkowniku w katalogu publicznym komunikatora. Jedną z bardziej interesujących tam informacji jest nazwa kontaktu, którą często jest pseudonim danej osoby.

PSE

PSE (ang. People Search Engines) to wyspecjalizowane wyszukiwarki osób. Ich celem jest zawężenie rezultatów poszukiwań do miejsc w internecie, które mogą uchylić rąbka tajemnicy na temat poszukiwanej osoby. W praktyce PSE dociera do tzw. głębokiego internetu, czyli odnajduje informacje, których inne wyszukiwarki mogą nie uwzględniać w swoich wynikach. Ponadto wyszukiwarki tego typu działają w czasie rzeczywistym. Oznacza to, że nie przechowują one danych osobowych, ale tylko odnośniki do witryn, gdzie się one znajdują, i dopiero na żądanie użytkownika pobierają je i wyświetlają. Korzystając z ich pomocy, otrzymujemy jasno pogrupowane dane.

Wyświetlane informacje powiązane z daną osobą to: obrazy, mikroblogi i blogi, klipy wideo, linki, dokumenty czy konta na portalach społecznościowych. W Polsce od jakiegoś czasu możemy korzystać z wyszukiwarki 123people.pl.

Anonimowość w sieci
Anonimowość w sieci, Rysunek 1: Wyszukiwarka 123people.pl

Jak widać na powyższym rysunku, by uzyskać interesujące nas informacje, wystarczy podać imię i nazwisko poszukiwanej osoby, może to być także pseudonim – nie może on jednak zawierać znaków specjalnych.

Innymi popularnymi w świecie wyszukiwarkami osób są np. Wink, PeekYou, yoName czy ZabaSearch. Trzeba tu jednak zaznaczyć, że 123people.pl jako jedyna wyszukuje informacje także w wielu międzynarodowych źródłach, czym nie może pochwalić się część pozostałych wyszukiwarek PSE.

Dodatkowo metody wyszukiwania danych o osobach można usprawnić, korzystając z wyszukiwarki obrazków czy zdjęć, takiej jak TinEye.com. Pozwala ona, przy użyciu zaimplementowanego silnika wstecznego wyszukiwania, na odnalezienie miejsc w internecie, w których znajduje się załadowane zdjęcie. Jeśli to możliwe, odnajduje ona także jego lepszą wersję lub modyfikację. TinEye ma zaindeksowane ponad dwa miliardy obrazów oraz zaimplementowane mechanizmy ich identyfikacji. Wszystko to sprawia, że jeśli posiadamy jedynie zdjęcie danej osoby lub odnośnik do niego, to korzystając z prostego interfejsu na stronie projektu, możemy załadować zdjęcie i poczekać na ukazanie się wyników wyszukiwania. Oszczędza to czas osoby, która ręcznie musiałaby wertować poszczególne profile na portalach społecznościowych i w innych źródłach w poszukiwaniu danej osoby. Wyniki takiego researchu, tak jak w przypadku wyszukiwarek PSE, mogą bardzo pomóc w ustaleniu poufnych danych dotyczących badanej osoby.

Anonimowość w sieci
Anonimowość w sieci, TinEye

Wymienione powyżej narzędzia powinny być stosowane przez każdego z nas do sprawdzania swojego wizerunku w internecie. Jeśli my jesteśmy w stanie dotrzeć do informacji, które budzą pewne kontrowersje, to przyszły pracodawca lub osoby z naszego otoczenia też to mogą zobaczyć. Narzędzia te z pewnością pomogą w szybkiej identyfikacji informacji na nasz temat, dzięki czemu będzie można podjąć ewentualnie kroki mające na celu ich usunięcie.

Tor

Ci, którzy chcą zadbać o swoją prywatność w nieco lepszy sposób niż ukrywanie informacji o swojej osobie, mogą także spróbować ukryć swój adres IP pozostawiany wszędzie tam, gdzie doprowadza nas przeglądarka internetowa lub inna aplikacja korzystająca z internetu. W tym celu można skorzystać z projektu Tor dostępnego pod adresem torproject.org. Tor nie daje stuprocentowej gwarancji anonimowości i przy zaangażowaniu odpowiednio dużych środków technicznych możliwe jest wytropienie użytkownika tej sieci. Jednak mało prawdopodobne, by takie działania zostały poczynione w związku z krytyczną wypowiedzią na forum przeciętnego Kowalskiego.

W sieci Tor znajduje się wiele węzłów, przez które jest transmitowany ruch. Wymiana danych pomiędzy poszczególnymi węzłami jest szyfrowana, a każdy z nich wie jedynie o istnieniu węzła, od którego otrzymał pakiet, oraz węzła, któremu pakiet ma przekazać. Żaden z węzłów nie zna całej ścieżki transmisji pakietu. Każdy węzeł negocjuje z sąsiadami oddzielne klucze szyfrujące po to, by uniemożliwić jakiemukolwiek węzłowi śledzenie trasy danego pakietu. Wysłany pakiet zostaje odszyfrowany dopiero na końcu ścieżki, kiedy ostatni węzeł wysyła zapytanie do serwera docelowego. Sieć Tor działa na bazie protokołu TCP i może być użytkowana jedynie przez aplikacje posiadające implementacje gniazd TCP. Ponadto przez 10 minut od ustanowienia połączenia z danym serwerem docelowym komunikacja następuje dokładnie przez tę samą ścieżkę. Jeśli po tym czasie użytkownik postanowi odwiedzić inną witrynę internetową, to dla pakietów podróżujących do serwera docelowego i z powrotem zostanie wygenerowana inna losowa trasa.

Tor wspiera także ukrywanie serwisów, mianowicie jeśli ktoś chce uruchomić jakiś serwis w postaci np. strony internetowej, której treści w żaden sposób nie powinny być cenzurowane, to może to zrobić za pośrednictwem Tora. Działa to w dwie strony, nikt nie będzie w stanie dowiedzieć się, pod jakim adresem IP znajduje się dany serwis, ale także nikt nie będzie w stanie dowiedzieć się, kto dany serwis odwiedził. Ponadto organizacja Tor Project (non-profit) zajmująca się rozwojem Tora, dba o zapewnienie swoim użytkownikom dobrej dokumentacji pozwalającej na wykonanie wszystkich konfiguracji związanych z użytkowaniem anonimowej sieci. Na swojej stronie zachęca także do skorzystania z innych swoich projektów np. Tails - dystrybucji systemu live opartej na Debian GNU/Linux, która jest już skonfigurowania do korzystania z sieci Tor, Orbot – aplikacji, która pozwala użytkownikom systemu Android na anonimowe przeglądanie internetu, czy przeglądarki internetowej Tor Browser.

Poza Torem można także skorzystać ze stron oferujących surfowanie po internecie, za ich pośrednictwem trzeba jednak przygotować się na porcję reklam wyświetlanych przy odwiedzaniu poszczególnych witryn internetowych. Przykładowe strony umożliwiające anonimowe przeglądanie internetu to: anonymouse.org, vtunnel.com lub megaproxy.com.

Anonimowość to przeżytek

Niestety w dzisiejszych czasach taki wniosek nasuwa się sam. Jest to z pewnością zasługa rozwiniętych portali społecznościowych i ich polityk dotyczących wizerunku użytkownika. Mark Zuckerberg, założyciel Facebooka, głosi tezy nawołujące do odejścia od anonimowości, podając za przykład swój portal skupiający prawie miliard użytkowników. Zuckerberg zapewnił użytkownikom swojego portalu przyjazne miejsce w sieci, które znacznie odbiega od warunków oferowanych przez dawny jej wymiar w postaci anonimowych komentarzy czy złośliwych uwag. Za Facebookiem idzie YouTube, który także zachęca swoich użytkowników do komentowania treści pod swoim imieniem i nazwiskiem, chcąc dzięki temu wypracować lepsze standardy zachowania. Założyciel Kaspersky Lab, Jewgienij Kasperski, także ma swoje zdanie na ten temat, twierdząc, że anonimowość powinna zniknąć z internetu, a jego użytkownicy powinni legitymować się „paszportem internetowym”. Uważa on także, że poczucie bezkarności wytworzone przez zbytnią anonimowość w sieci powoduje łamanie „netykiety”.

Z jednej strony można zgodzić się z przedstawionymi argumentami, bo anonimowość faktycznie sprawia, że czujemy się bardziej bezkarni. Z drugiej jednak strony mamy wyniki badań przeprowadzonych w Korei Południowej, w której każdy portal zawierający więcej niż 100 tysięcy użytkowników może akceptować komentarze opatrzone jedynie imieniem i nazwiskiem. Z badań przeprowadzonych przez Koreańską Komisję Komunikacji wynika, że ilość złośliwych komentarzy spadła zaledwie o 0,9%. Największy spadek ilości wulgaryzmów zauważono u grupy osób rzadko korzystającej z możliwości komentowania, spadek w tej grupie wynosił 30%. Aktywni komentatorzy pozostali jednak niewzruszeni i konieczność publikacji komentarzy pod własnym nazwiskiem nie zmieniła nic w ich zachowaniu.

Moda na anonimowość powoli zanika, ale z pewnością nie zginie. Nie każdy jest na tyle odważny, by korzystać z wyszukiwarki będąc jednocześnie zalogowanym w niej pod swoimi prawdziwymi danymi. Te informacje przecież mogą być magazynowane, a może kiedyś użyte przeciwko nam. Ponadto rezygnując z anonimowości być może wpływamy negatywnie na światową ekonomię. Andrew Lawson, jeden z autorów projektu Tor, mówi:

„Rezygnując z anonimowości, podcinasz nieuchronnie innowacyjność, czyli koło zamachowe ekonomii”.

Każdy internauta korzystając z własnych zakodowanych wartości powinien zdecydować, czy woli ulec trendowi na anty-anonimowość, czy może ukrywać się do końca swojego życia.

Źródło: Redakcja